czwartek, 5 marca 2009

Napad!

Często stąpamy po naprężonej linie, która tylko czeka, by zacisnąć się wokół szyi.

Nałykałem się dziś strachu. I to poważnie. Napadnięto na mnie.
Była 22.25. Szedłem wzdłuż Wisły, a ON zmierzał z naprzeciwka. Biała bluza, kaptur, sportowe spodnie. Podejrzany, no, ale bez przesady. Wokół ciemno, pusto. Gdy się mijaliśmy, założył mi na łokieć dźwignię. Potem uderzył moją głową, chyba o ławkę albo o kosz na śmieci. Zamroczyło mnie, ziemia zawirowała. No i straciłem przytomność.

Po kilku minutach się ocknąłem. Usiadłem na ławce, głowa pulsowała jak cholera. Patrzę: na ziemi leży moja torba, wszystkie rzeczy rozrzucone. Akurat przechodził patrol policji (czemu nie wcześniej???). Wezwali karetkę. Ale gnoja oczywiście nie znajdą.

Najdziwniejsze jest to, że zabrał mi dowód osobisty. Nie miałem grosza w portfelu, więc wziął dowód. Po co? Policja powiedziała, żebym się nie martwił, że wyrobię nowy. Ok, ale boję się, że ten drechol wykorzysta go do jakiegoś oszustwa. Coś mi grozi?

BTW: A następnym razem nie dam się tak łatwo.

1 komentarz: