
Lubię tłum. W tłumie zawsze coś się dzieje. Często chodzę na różne demonstracje, nie dlatego, że obchodzą mnie powody dla których ludzie się na nich zbierają. Po prostu lubię patrzeć. Na gęsty tłum, na masę, która tworzy organizm.
To zdjęcie z niedzielnej manifestacji (8 marca) w Warszawie. Parę godzin zanim zobaczyłem filmy z Olą.
Demonstrowały feministki. Same indywidualności, kolorowe ubrania, nietypowe fryzury. A i tak zlały się w jedną, gęstą, ciasną masę. To się nazywa ironia...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz