
Kolejne spotkania były ścieżką. Krętą ścieżką. Do zatracenia, czy do świętości? Skąd mogliśmy to wiedzieć? Gdy jest się w Ulu, podobne refleksje nie mają większego znaczenia. Szliśmy w dół, do samego serca.
Co to jest ofiara.
Co to jest poświęcenie.
Trucizna jaką sączył Metnitz coraz bardziej i bardziej ogarniała nasze serca i umysły.
A oto, czego nauczał nas M.:
Nasz Pan podzielił się sobą. Zrezygnował ze swej świętości, z nadludzkich przymiotów, wzniósł się ponad swoją boskość i oddał nam swoje człowieczeństwo. A Ci, którym je oddał stali się tym, czym był on, nim dokonał Rytuału.
A.K. ponieśli słowo i czynili to, co kazał czynić na jego pamiątkę. Szukali jemu i sobie podobnych. Docierali do nich, otwierali ich dusze i ciała, by obdzielić cały świat świętością.
Marzyłem by stać się jednym z nich. Z bezsensownego życia, wegetowania w Waldenburgu. Miałem stać się... Czym właściwie miałem się stać?
I kim jestem?
Jestem NicKT1. To wtedy się narodziłem. I umarłem.
Powoli przygotowywaliśmy się do wejścia w kolejny krąg. Krwi.

Eh...
OdpowiedzUsuńA.K. - Adepci Krwi?
OdpowiedzUsuńJakby to chodziło o chrześcijaństwo (do którego nawiązuje zresztą) to A.K. - Apostołowie Kościoła. Ale w odniesieniu do sekty to może coś innego...
OdpowiedzUsuń